Wstęp
Właściwie, to problem konwencji czyli tonu i stylu gry był jednym z odwiecznych problemów na moich sesjach. Ponieważ nie mam zamiaru Was zanudzać opisami kilkunastu sesji skupię się na konkretnym przypadku.
Wstępnie chciałbym ustalić 3 źródła z których uczestnicy gry mogą poznać konwencję.
- Opis świata – książki na podstawie świata gry, tekst w podręczniku do gry, recenzja gry, słowa osoby która będzie prowadziła grę,
- Mechanika – skoro moja postać może przeżyć upadek z dużej wysokości to znaczy, że mogę to robić; skoro moja postać nie zginie po strzale w głowę to mogę wpadać z karabinem w obozowisko wroga; jeżeli moja postać może zginąć od „nieopisanej grozy” to będę jej unikał aby nie zginąć.
- Praktyka – Mistrz Gry może łamać mechanizmy sterujące grą*, więc może nie pozwolić na przeżywane upadków, może uściślić lub zmienić świat (np. w podręczniku pisze, że Orki są głupie, ale MG uzna, że lepiej będzie jak będą inteligentne)
*W ilu grach które znacie występuje taka zasada? Dla mnie jest to przyznaniem się autorów gry do porażki, że stworzyli zasady które nie pomagają a wręcz przeszkadzają.
Osoby : Łukasz (MG), Jacek(Ja) i Norbert
Łukasz dostał na urodziny podręcznik Łowców Demonów X. Jest to dodatek do Świata Mroku (Świat taki jak nasz, ale wzbogacony o wiele mrocznych fantastycznych elementów jak wilkołaki i wampiry) opisujący dwie frakcje walczące w Japonii z Potworami. Ja i Łukasz byliśmy pod wrażeniem „Witch hunter Robin” i chcieliśmy kopiować nastrój tego anime na sesji.
Łukasz zaproponował nam granie agentami tej frakcji, która powstała niedawno i używa super zaawansowanych technologi do polowania na wszystkie potwory.
Nasze postacie miały mieć jakąś historię która kończy się na dodarciu do Japonii, dzięki czemu Mistrz Gry mógł wkomponować Nas w agencję.
Tutaj mała uwaga. MG powiedział, że historia może być dowolna, tak więc stworzyłem postać będąc na świeżo po anime „Trigun” gdzie występował Ksiądz posiadający sierociniec, będący zarazem kapitalnym strzelcem. Nie powiedziałem o źródle mojego pomysłu.
Dalej, wzbogaciłem go o następujące rzeczy:
Miał kumpla wilkołaka, który pilnował mu sierocińca
Obronił kiedyś Córkę Księcia jakiegoś Miasta, za co dowiedział się wszystkiego o maskaradzie, oraz otrzymał Rewolwer z magicznej stali.
MG przeczytał historię i nie skomentował jej w żaden sposób, dopuszczając postać do gry.
Postacią Norberta był Zabójcą-Ninja, który przy jednym ze zleceń wpadł w pułapkę policji, a z więzienia wyciągnęli go agenci.
Moje oczekiwania wyglądały tak: Moja postać co kroku przechytrza agencję, i pozawala im myśleć że wie mniej niż jest naprawdę, posyła znaczne kwoty pieniężne a na końcu prawdopodobnie rozwali całą agencję. Chciałem aby sesje wypełniały akcja oraz śledztwa w stylu starych kryminałów z dużą domieszką anime które obejrzałem. Zgadnijcie co z Tego powiedziałem MG? Nic, kompletnie nic, ponieważ myślałem, że to oczywiste że nasze sesje tak będą wyglądały.
Podczas sesji jedynym znośnym elementem było poznanie załogi z którą mieliśmy pracować. Potem mieliśmy wybrać sprzęt dla naszych postaci.
Łukasz wyjaśnił nam, za pomocą lekarza z agenci, że powinniśmy mieć jakiś wszczep do walki z potworami. Ale z uśmiechem maniaka powiedział, że nie będzie znieczulał.
Teraz zapaliła by mi się natychmiast czerwona lampka. Sądziłem, że nie można przerywać wtedy sesji by powiedzieć, że coś mi nie pasuję. Byłem nauczony takie rzeczy przełykać i najwyżej po sesji coś powiedzieć na ten temat.
Ten motyw zwyczajnie mi nie pasował. Element był nie pasujący do mojej wizji gry, ale MG nie konsultował tego z nami, tylko wrzucił od razu do gry.
Drugim elementem, który też mi się nie spodobał był trening. Z jednej strony ciekawy, a z drugiej strony zbyt przerysowany. Szef grupy wrzucił moją i Norberta postać do basenu z potworami. Znowu taka sama sytuacja jak powyżej.
Ostatnią rzeczą na sesji, która zadecydowała o tym, że już potem nie kontynuowaliśmy tej gry, była wyprawa w miasto.
Zdecydowałem, że moja postać zna nieco Japonię i ma przewodnik i z jego pomocą skierowała się do jednego sushi baru połączonego z burdelem.
Pomijając fakt, że Łukasz burzył się na takie wrzucenie mojego pomysłu do gry.
Najważniejsze było, że skopiował scenę Niemieckiego gwałtu z EuroTrip. Film lubię, a ta scena była zabawna. Ale zupełnie nie pasowała do wyobrażenia o mojej postaci oraz przyjętej przeze mnie konwencji.
Co było głównym problemem tej sesji?
Brak dogadania się jak właściwie ma wyglądać sesja, jakie zdarzenia mają mieć miejsce na sesji, jaka konwencja ma panować na sesji oraz jak mamy tą konwencję podtrzymywać.
Zabrakło tych rzeczy i dlatego sesja była dla mnie kompletnym niewypałem. Łukasz miał do mnie żal po sesji, ja potrafiłem jedynie powiedzieć, że nie chcę już w „Łowcę Demonów X” grać. Nie wiem jakie wrażenia miał Norbert z gry, gdyż nic nie powiedział.
Jak widać, sprawę dodatkowo utrudnił fakt, że nie przerwałem gry w momencie gdy przestawała mi odpowiadać a jedynie męczyłem się dalej, z nadzieją, że za chwile będzie ciekawiej/lepiej. Tak się nie stało, a jedynie coraz bardziej się irytowałem brakiem porozumienia.
Po sesji nawet nie umiałem określić dokładnie, co mi się nie podobało podczas gry.
Co zrobił bym dzisiaj?
Grę poprzedził bym jednorazowym spotkaniem, na którym wymienilibyśmy wszyscy zbiór naszej wiedzy i inspiracji. Tytuły książek, filmów, anime, obrazów zdarzeń ze świata i inne, to wszystko pozwoliło by nam zrozumieć potrzeby innej osoby, oraz sposób jak postrzega grę/konwencję gry.
Podczas sesji, gdyby wystąpiły takie momenty jak powyższe, przerwał bym grę i powiedział bym że to mi nie odpowiada. Przychodzą na sesję szanuje prawo innych do zabawy, ale powinno to działać też w drugim kierunku i MG/Gracze powinni także szanować moje potrzeby.
To niesamowite, ale po nastu latach grania też na to wpadłem.
Niestety mi to zajęło naście lat.
Wpis powstał jakiś czas temu i tak jak teraz patrzę, to ta sesja była naprawdę debilna.
Ani nie trzymała się kupy, ani klimatu Witch Hunter Robin.